Czy ja jestem dla Ciebie?

Czy ja jestem dla Ciebie? Odpowiedź na to pytanie brzmi – to zależy.

Wyjdę od tego, że w kręgu moich najbliższych zawodowych zainteresowań znajdują się dwie dziedziny detektywistyki, jest to detektywistyka gospodarcza oraz detektywistyka obyczajowa.

Detektywistyka gospodrcza

Pierwsza z dziedzin – detektywistyka gospodarcza – to wywiad gospodarczy, windykacja i negocjacje. Jeśli jesteście Państwo przedsiębiorcami, to z pewnością zdarzyło Wam przechodzić przez różne sytuacje, na które biznesmeni narażeni są w sposób szczególny. Mowa o kontrahencie, który nie wywiązał się z obowiązku zapłaty, lub też zerwał kontrakt i obawiacie się Państwo, że nie skończy rozpoczętego dzieła. Czasem jest to dywersja gospodarcza, rzecz trudna do zauważenia, a prawdziwie niebezpieczna dla firmy. Czasem to nieuczciwa konkurencja, lub podejrzenia o nieuczciwość wspólnika. Najczęściej problemy zaczynają się od drobnych uchybień, które partner tłumaczy manipulując faktami, lub/i gra na emocjach, tłumacząc się osobistymi tragediami

Detektywistyka obyczajowa

Druga dziedzina – detektywistyka obyczajowa – to rozwody, podziały majątku, ustalenia kontaktów z nieletnimi, zadośćuczynienia, czy spadki. Na płaszczyźnie spraw obyczajowych, częściej niż w sprawach gospodarczych, dochodzi do różnego rodzaju przemocy fizycznej, psychicznej, czy finansowej oraz takiej bardziej subtelnej i trudnej do zauważenia, jak gaslighting (manipulacja, która ma na celu doprowadzić do przejęcia całkowitej kontroli nad zachowaniem ofiary). Sprawy obyczajowe są mi szczególnie bliskie, ponieważ przemocy, której stanowczo mówię nie, przeciwstawiam dążenie do porozumienia pozbawionego przemocy i płynącego ze zrozumienia wzajemnych potrzeb i obaw. Takie nastawienie nie oznacza uległej postawy w stosunku do osoby, która owej przemocy się dopuszcza. Można powiedzieć, że w obronie dobrze pojmowanego interesu osoby krzywdzonej nie posuniemy się do przemocy (ząb, za ząb), ale nie będziemy nadstawiać drugiego policzka.

Dzieci w środku konfliktu.

Bardzo szczególnym, trudnym, delikatnym i niestety często pomijanym na płaszczyźnie spraw obyczajowych aspektem, są dzieci. Te, pomimo swojej wysokiej wrażliwości, ale przede wszystkim niedojrzałości emocjonalnej i poznawczej, często zmuszone są, by samemu radzić sobie z trudami sytuacji. Takimi, z którymi nie radzą sobie nawet ich dorośli opiekunowie. A to też przemoc, bo przemoc przez zaniedbanie! W walce między sobą rozchodzący się rodzice stosują przeróżne formy perswazji, a ich podstawowym instrumentem są dzieci, które stanowią bufor negatywnych emocji pomiędzy dorosłymi. Tu przepraszam za przedmiotowy opis dziecka nazywając je aspektem, instrumentem i buforem, ale tak to niestety w rzeczywistości wygląda.

Dygresja: dzieci są też ofiarami spraw w detektywistyce gospodarczej, które tylko pozornie nie łączą się z ich bezpieczeństwem. Kto choć raz nie przyniósł pracy i problemów z nią związanych do domu? Kłótnie o pieniądze, lub zbyt długie przesiadywanie w biurze!

Co jest esencją mojego podejścia?

Spektrum spraw zarówno z dziedziny detektywistyki gospodarczej jaki i obyczajowej jest niewyczerpane, skupiam się jednak na esencji. Nie da się bowiem w nieskończoność wyliczać studium przypadków, z którymi zetknąłem się przez blisko dwadzieścia lat pracy. Co łączy ze sobą te dwie, na pozór odmienne, dziedziny?

Tym łącznikiem jest podejście, którym się kieruję, czyli rozwiązywanie konfliktów. Oczywiście sprawy gospodarcze oraz obyczajowe wymagają odmiennego do nich przygotowania. W detektywistyce gospodarczej należy dokonać rzetelnego wywiadu gospodarczego, „przyjrzeć się” adwersarzowi i ocenić szanse oraz ryzyko, a następnie wytyczyć kierunek skutecznego postępowania. W sprawach obyczajowych natomiast ważna jest uważność na drugiego człowieka, zrozumienie trudnego położenia ludzi, którzy znajdują się w trakcie życiowego kryzysu oraz empatyczne podejście.

Mój sposób działania

Kluczem do rozwiązywania konfliktów jest umiejętność negocjacji. Nie ten ma rację, kto głośniej krzyczy, ale ten, kto ma obiektywne argumenty. Ten, który potrafi dostrzec cierpienie drugiej osoby i wie, co zrobić, żeby ludzie, którzy pałają do siebie złością lub nienawiścią stanęli ponad tym wszystkim i odnaleźli w sobie pokłady człowieczeństwa. Tylko w taki sposób można skutecznie i definitywnie zakończyć konflikt, bo ten najczęściej niesie za sobą wysokie straty finansowe, emocjonalne i moralne.

Mam takie wrażenie, które poparte jest moim przykrym często doświadczeniem, że ludzie zachowują się jakby ich życiowym celem nadrzędnym była walka. Dzieje się tak przez brak wiedzy w określonym zakresie, a niejednokrotnie podżegani przez prawników, doradców, czy przyjaciół pchamy się w niepotrzebne kłótnie, zatargi i procesy. Wojnę jest wypowiedzieć łatwo. Tym bardziej, że odpowiedzialni za nią ludzie wcale nie giną na froncie. Uważam, że prawdziwą sztuką jest rozwiązywanie konfliktów, minimalizowanie strat i skracanie lub unikanie niepotrzebnych procesów.

Mediator, student psychologii Łukasz Hynek